Gofry są wspomnieniem dzieciństwa. Mieliśmy w domy gofrownicę. Nie taką jak nowoczesne, z teflonową powłoką. Taką "zwykłą". Pamiętam, że gdy światełko zgasło trzeba było urządzenie obrócić na drugą stronę co zapewniało dokładne upieczenie placka z obu stron. Z naszej gofrownicy placki zawsze smakowały wyśmienicie. Dzięki uprzejmości koleżanki z pracy raczyliśmy się goframi z cukrem pudrem. Takie są najlepsze na śniadanie.
Zapraszam na gofry. Ciasto wykonałam według Michel'a Roux ( książka "Jajka" ).
Przepis cytuję za autorem.

Składniki;
160 g mąki
15 g drobnego cukru, dodatkowo 1 szczypta
1 szczypta soli
50 g stopionego masła
2 jajka, żółtka i białka oddzielnie
270 ml mleka
kilka kropli esencji waniliowej lub pomarańczowej albo trochę skórki startej z cytryny
do smażenia i dekoracji;
20 g miękkiego masła
cukier puder lub drobny cukier do posypania, ewentualnie miód lub syrop klonowy

Wykonanie;
Aby zrobić ciasto gofrowe, mieszamy w misce mąkę, 15 g cukru, sól, stopione masło, żółtka jajek i jedną trzecią mleka. Roztrzepujemy lekko na gładką masę, stopniowo dolewając resztę mleka. Dodajemy ulubiony aromat, przykrywamy miskę folią spożywczą i odstawiamy, dopóki gofrownica się nie nagrzeje (5-10 minut).
W małej miseczce ubijamy białka ze szczyptą cukru na gęstą pianę (ale nie tworzącą wierzchołków). Za pomocą trzepaczki delikatnie mieszamy ją z ciastem gofrowym.
Gofrownicę smarujemy cienką warstwą miękkiego masła; nalewamy łyżką wazową tyle ciasta, żeby zapełniało foremkę. Przykrywamy i pieczemy gofry 3-4 minuty, według gustu. Niektórzy wolą suche i chrupiące, inni- miękkie i delikatnie zrumienione. Resztę gofrów przyrządzamy w ten sam sposób. Nie trzeba za każdym razem smarować gofrownicy, wystarczy to zrobić po trzeciej czy czwartej partii.
Gofry podajemy natychmiast na ciepłych talerzach lub dużym półmisku. Posypujemy cukrem pudrem lub drobnym cukrem bądź polewamy odrobiną miodu albo syropu klonowego.